Przy stole Petroniusza

I ujrzałem!
Choć tym razem
nie napawało mnie to trwogą
Zatopiłem się swobodnie
Puściłem ostatnią nić
łącząca tak silnie z szarością
by oddać się odmętom
chodnego bezmiaru
Pozwólmy zadziałać
delikatnym mechanizmom
Z ostatniego stopnia wieczności
podziwiałem czerwoną smugę
leniwie rozpływającą się
wśród ciepłych mroków
rozgwieżdżonego nieba przodków
Czas rozpocząć wieczerzę

Autor: premier Kategoria: Filozoficzne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


5.
Weny życzę. (;

Na końcu najemy się do syta