Schodowa klatka

Siedzisz na schodach w swoim starym bloku,
w głowie robisz podsumowanie zeszłego roku,
alkohol wprowadza ciebie w stan amoku,
nie masz siły prawić morałów swemu ojcu.

Chcesz dać sobie spokój z tym w końcu,
siedzisz na klatce wieczorem w półmroku,
nie myślisz o mającym nadejść jutro słońcu,
śmierć jeszcze nie wykonuje swego wyroku.

Opierasz obie swe stopy na tym stopniu,
twoje buty znajdują się teraz na schodku,
poręcz znajduje się w twoim prawym ręku,
a ty sam siedzisz późna nocą po ciemku.

Rozmyślasz o zastanym z twą żoną kochanku,
twój wzrok zatrzymuje się na tym tagu,
przyglądasz się mu po światła zapaleniu,
odnajdujesz tam skrót twego i jej inicjału.

Serce bije szybciej i czujesz uczucie żalu,
drzwi do windy otwierają się pomału,
wychodzi z nich ona pełna uśmiechu,
ty opierasz głowę na jej przedramieniu.

Idziecie kupić wino do nocnego sklepu,
tą noc zamierzacie spędzić w łóżku,
po drodze spadają gęste opady śniegu,
ona śmieje się otulona w twoim płaszczu.

Nagle otwierasz oczy i jest po staremu,
jakiś czas później odnajdujesz się w menelu,
który śpi na tej klatce co wieczór.

Autor: mariusz123 Kategoria: Filozoficzne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Człowiek i jego dramat...