***

Majowy zachód słońca iskrami kończących się promyków ogrzewa przymrożoną glebę
tą, która pod wierzchnią warstwą skrywa rozkładające się szczątki setek ludzkich istnień
jest parę minut przed dziewiętnastą
jeszcze godzina dzieli zarządcę cmentarza od zamknięcia bram
ostatnie stoiska ze sztucznymi kwiatami w pstrokatych kolorach podliczają dzienny utarg
a w tym wszystkim gdzieś jestem ja
zmęczony trudem całego dnia przeniesionego na plecach
stawiam niezdarnie kroki po głównej alejce by za chwilę skręcić w lewo
i choć znam drogę na pamięć to jednak niezwykle rzadko korzystam z wiedzy by tu wracać
(nie tylko od święta).

Dziewięć dni temu miałabyś siedemdziesiąte piąte urodziny
jak zwykle, prawie jak zawsze w życiu pojawiam się po czasie
zimnymi jak kamienie dłońmi zapalam dwa w minimalizm ozdób przywdziane znicze
wiatr targa strużkami ognia na prawo i lewo
przypominając z jakimi demonami przychodzi mi się codziennie borykać
lecz teraz stojąc z rękami założonymi na piersiach mówię do sporego kawałka granitu
dokonując aż nazbyt intymnej spowiedzi
tłumacząc dlaczego tak często nie bywam dobrym, a przynajmniej przyzwoitym człowiekiem
wypominając wprost na co musiałaś patrzeć, co przeżywać
kiedy dobierałem się do takich dni, tygodni, gdy odrywałem się stopami od rzeczywistości
zatracałem w hedonistycznych potrzebach człowieczej niemoralności
podrywałem odurzone alkoholem ciało z chodnikowych płyt naszego miasta.

Nie jestem ideałem, wiesz, bo od siedmiu lat przecież masz nieograniczony niczym dostęp
do najciemniejszych katakumb mojej duszy
a mimo to wciąż jesteś
chcesz być
przypominasz o sobie.

Przejeżdżam wskazującym palcem po wyrytych dłutem złotych literkach na Twym nagrobku.

Tak.
„Wciąż żyjesz w naszych sercach.”

Autor: swietlik123 Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Prawda bardzo poruszający wiersz w swoim opisie ....