Spektakl

Kiedy przyjść nie chce sen, ja zabieram Cię hen,
do mego prywatnego teatru.
Już stajemy u bram, a strój zbędny jest nam,
by wziąć udział w tym nocnym spektaklu.

Kurtyna w górę mknie, spektakl zaczyna się,
snuje się nastrojowa muzyka.
Prócz nas tu nie ma nic. My to aktor i widz,
otuleni poświatą księżyca.

Przy mej skroni Twa skroń, dłoń biegnie w Twoją dłoń ... .
Scena jest aksamitnym obłokiem.
Istnieć przestaje czas, wpadają między nas
czułe słowa wezbranym potokiem.

Czuję smak szczęścia łzy, czuję jak serce drży,
odurzone wzajemną bliskością.
Widzę kochaną twarz, zielonych oczu blask,
przepełnionych nieziemską miłością.

Wyzwala zmysłów szał misterny układ ciał,
stworzony z odrobina fantazji.
Nagle przepływa wiatr, wędrujący przez świat.
Rozwiewa nasz obłok - przy okazji -.

Ostry budzika dźwięk, przyzywa wielki lęk,
/ o tej wczesnej, porannej godzinie /
że to był tylko sen, że spektakl skończył się
i wszystko się powoli rozpłynie.

Autor: halszka Kategoria: Miłosne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


6*!

  • Autor: hera41 Zgłoś Dodany: 15.10.2017, 19:53

Świetna rytmika i takie to plastyczne wszystko :P

  • Autor: Zefir Zgłoś Dodany: 15.10.2017, 16:12

ależ płynie... Świetny wiersz

  • Autor: szymwas Zgłoś Dodany: 15.10.2017, 13:28