Boleści oddechów mych treści

Ja cierpię, ja dragm, przeżywam katusze
Od rana się tłamszę i duszę
Aj! Cierpię wielce patrząc na miasto!
Wszę ciasno, gnuśno, parno
Oczy krytyków, co ja mówię ludzi niezdarnych,
Jedni z ukosa, drugi im przeciw
Patrzą, jak patrzą- a prawdy nie widzą,
W swym machinach, kapsułach, na kółkach
I nieraz to pieszo gdzieś pędzą.
W tym moja zgryzota!
Zwyczajna piechota, a wiele tak daje,
By obserwować, by żyć, by całować
Ten powiew poranka, usiany kwiatami,
Ciepłymi, pysznymi, kruchymi bułami
I tymi co, węgiel w dwutlenku serwują
Ach! Jak oni to pięknie serwują!
I znowu się temat mych zgryzot zaczyna!
Już wiem co mnie kłuje
To piękne, pachnące powietrze mnie truje!

Autor: Cyriaka Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.