Marsz ogłupionych

Wyboistym brukiem podąża dziecko
Za rękę przez rodziców prowadzone,
Włosy roztrzepane, oczy zdumione
Mruży je, gdyż widzi już kiepsko,
Przez tumany kurzu, przez mgły gęstnawe
Wodzi wzrokiem za końcem drogi,
Lecz wtem potyka się o swe nogi
Lądując w pobliskim stawie.

Nikt jego jednak nie chce ratować,
Z sytuacji lud roześmiany,
Bo po co myślenie, bo po co zmiany,
Lepiej bon ton swój własny zachować,
Przeć do przodu, wytyczoną ścieżką,
Ani waż się iść w bok czy po łuku!
Bo to jest droga wspólna, po jednym bruku,
A inne opcje są sprawą śmieszną.

Bo tak to już jest niestety,
Gdy świat jest mgłą spowity,
Jak dziecko przez rodziców wpadło,
Tak naród upadnie przez elity,
Które nie myślą, bądź myśleć nie chcą
Nie chcąc być mądrą a elitą śmieszną,
Masę ludzi za nią idących pozostawią,
A wziąć co swoje wezmą.

Autor: Toivoa Kategoria: Filozoficzne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


prawda*****

  • Autor: asper Zgłoś Dodany: 27.02.2018, 06:03