„Sen”

Powieki zamknęły się
Z trzaskającym hukiem
Jakimś przeraźliwym jękiem
Złowróżbnym zgrzytem
Przejmującym piskiem
Wiatr zwiedzający
Każdy zakamarek
Najmniejszą szczelinkę
Białego szkieletu
Opalającego się w cieniu
Głębokiej puszczy
Wydaje straszliwe odgłosy
Lecz nie mogą się one
Porównywać z dźwiękiem
Jaki wydobyły powieki
Mięciutko otulające oczy
Mordercy który pogrążył się
W głębokim-mrocznym jak
Bagno nocą śnie
Idę gdzie ja idę
Gdzie ja właściwie jestem
Dlaczego jest ciemno
Tylko blady blask księżyca
Rozjaśnia postacie drzew
Zmęczyłem się gorąco mi duszno
Rzeka napiję się wody usiądę odpocznę
Zaraz wydostanę się z tego przeklętego lasu
Do miasta do domu
Tak wezmę zimną kąpiel
Pójdę spać
Rzeczka strumyczek w zasadzie
Niebieski jest ale tylko w dzień
W nocy czarny jest jak węgiel
Albo żałobne płótno okrywające
Ciało matki płaczącej po śmierci
Jedynego syna
Pali mnie pali
Na pomoc ręce mi się palą
Nikogo w pobliżu nie było
Nikt mu nie pomógł
Wytarzał się w trawie
Ale ręce dalej się tlą
Wykopał nimi dół w zimnej ziemi
Na pół metra głębokiej
W końcu przestał
Z przerażeniem spojrzał na dłonie
Prawą lewą i głośno krzyknął
Ryk napełnił las tak jak
Woda wypełnia żołądek spragnionego
Widać było kości
Mięso i skóra zwisały dostojnie
Jak kruczoczarny warkocz u pięknej
Dziewczyny obejmuje młodą pierś
Co to była za woda
Gdzie ja jestem ratunku
W głowie mu się zakotłowało
I...obudził się zlany potem
To tylko sen to tylko sen
Roześmiał się
Chciał się podrapać po policzku
Ale nie mógł bo coś mu trzymało ręce
Skończył się śmiać
Nie było już mu wesoło
Bo ktoś mu związał nadgarstki kablem
Dopiero w tej chwili zorientował się że
Nie leży na łóżku tylko stoi na krześle
Nie może się zgiąć bo szyję ma owiniętą
Grubym lnianym sznurem
Spostrzegł także dwie postacie
Byli to mężczyźni ale nic więcej o nich
Nie mógł powiedzieć bo mieli kaptury na głowach
Jeden do drugiego
Nic nie mówił
Rozumieli się bez słów
Nic nie mógł powiedzieć
Chociaż chciał głośno krzyczeć
Bo w usta miał wsadzoną jakąś brudną szmatę
Nie miał czasu pomyśleć o sytuacji
W jakiej się znalazł
Czuł tylko ogromny strach
Wyższy powiedział do niego
Kara jest nie unikniona
A karą jesteśmy my
I... powieki zamknęły się
Z trzaskającym hukiem
Jakimś przeraźliwym jękiem...

Autor: md78 Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.