Premier (a)
Wpadł, jak pocisk, jak petarda, jak piłka dobrze haratnięta w gałę.
- Donnerwetter, donnerwetter! -
Sekretarki poderwały się na baczność.
Otworzył drzwi do swojego, prywatnego gabinetu. Zaraz za nim wparował jego osobisty sekretarz Paź, który towarzyszył mu, niczym cień od wielu lat. - Spocznij - rzucił w biegu sekretarz. Dziewczyny siadły.
-Panie premierze, po polsku proszę, po polsku!- Zamknął drzwi, sprawdzając, czy, szczelnie się zamknęły.
Tymczasem premier biegał po gabinecie, wyraźnie zdenerwowany. Poprawił portret kanclerza, lekko w lewo. Po namyśle przywrócił poprzednie położenie. Podszedł do fotki, za szybą, wiszącej skromnie na bocznej ścianie. Spojrzał w swoją młodszą twarz, otoczoną włóczkową czapką z nausznikami. Szerooko uśmiechniętą, z nosem umazanym czymś białym i uspokoił się.
Usiadł za biurkiem. Z lewej ściany patrzyła na niego, jego szczególna patronka Angela. Dziś - wydawało mu się - ironicznie.
Przygryzł wargi i poprawił flagi na biurku. Biało czerwoną zasłonił trzema unijnymi. To poprawiło mu humor na chwilę.
- Co jest z przesyłką od naszych przyjaciół, z Peru?
Wszystkie zapasy poszły na wspomożenie kampanii Czajkowskiego.
Co z wami, gdzie jest Kitras? -
- Panie premierze - Paź miał rzadką minę - Kitras i poseł Dupka zrobili burzę mózgów. ( Niestety piorunów nie było) Ostatnie transporty w bananach przepadały, więc postanowili wymyślić coś nowego, swojskiego, nie budzącego podejrzeń. No i zamówili przesyłkę w ciupagach z napisem: Lima - Zakopane. No i nie doszła. Druga przesyłka przyleciała samolotem prosto z Limy. Transport obwarzanków krakowskich z zawartością. Nie wiem, czy ktoś był głodny, czy coś się nie podobało, bo też przepadła. Teraz Kitras szuka towaru na mieście. -
Premier bębnił coraz szybciej palcami po biurku.
- No pięknie, a gdzie Mierwiński, czemu go tu nie ma?
Przecież zapowiadamy ostrą pracę po wyborach -
Paź sprawdził coś nerwowo w telefonie.
- Jest w klinice rządowej. Miał ostry atak pogłosu, ale lekarze zapewniają, że za kilka dni będzie, jak nowy.
Panie premierze pora na trening. -
Otworzył drzwi i na jego znak wprowadzono manekiny i wieszak z paltami.
Premier ostro wziął się do roboty.
Łapał palta z lewej i prawej strony i okrywał nimi manekin.
- Świetnie panie premierze.- Paź mierzył czas stoperem - Ma pan doskonały czas. Teraz wprowadzimy dwa manekiny, na wypadek, gdyby kanclerz przybył z Dacronem razem. - Trening trwał dalej, w końcu Paź oznajmił koniec.
- Brawo panie premierze. Jest pan w doskonałej formie.
Na dzisiaj dosyć. Wykręcił pan rewelacyjny czas. Widać refleks sportowca. Pora odpocząć.
Nasz zespół do spraw marketingowych - Paź wyraźnie poweselał - przygotował dla pana premiera nowy kontekst spotkania z kanclerzem. Kiedy się panowie spotkacie, oprócz poddańczego pochylenia głowy i błagalnego ułożenia dłoni, nasz zespół proponuje lekki pokłon prawą nogą. Tak jakby pan miał przyklęknąć, ale tylko na pół ruchu. Taki zamarkowany pokłon. Jesteśmy przekonani, że będzie to doskonale przyjęte, po stronie niemieckiej i zapunktuje pan u kanclerza -
Premier aż podskoczył i klasnął w dłonie.
- To znakomity pomysł. Robicie świetną robotę.
Przedstawię wasz zespół do orderu. Zasłużony dla RP.
Choć na razie pewnie to nie przejdzie, ale zapamiętam świetny pomysł -
Premier poweselał
- Panie premierze. Pana osobista asystentka społeczna dała znać, że jest już w hotelu. Kazałem tam przesłać węgorze od prezydenta Czajkowskiego, żeby kucharz przygotował dla państwa wyborne danie. Prezydent osobiście nurkował, odsłaniając szyję, aby węgorze ją otoczyły. Udało mu się znakomicie i wysłaliśmy nasze F- 35 żeby natychmiast dostarczyły świeży połów do kucharza hotelowego. -
- Co z Czajkowskim? Rozumiem, że musiał odreagować klęskę. Poleciał odpocząć do Grecji? Kiedy wraca? -
- Tak, tylko pojawił się problem - Paź dobierał ostrożnie słowa -
Prezydent Czajkowski podczas ostatniego nurkowania doznał ataku głowonoga. Ośmiornica, korzystając z jego odsłonięcia usadowiła się na na nim i oplotła jego głowę mackami. Zacisnęła je na szyi, a jedną wprowadziła, przez jego gardło do tchawicy. Dostarcza mu nią tlen. Prezydent ma się dobrze, ale każda próba usunięcia inwazyjnego organizmu może prowadzić do uduszenia Czajkowskiego. Lekarze i zgromadzeni naukowcy debatują, jak pomóc prezydentowi. -
- coś wymyślili? - Premier był wyraźnie poruszony.
- Trzeba mu jakoś pomóc -
- Tak panie premierze. Naukowcy badający te głowonogi są zgodni, że one nawiązują między sobą rodzaj porozumienia telepatycznego. Komunikują się w ten sposób. Liczą ,że ośmiornica nawiąże kontakt z prezydentem i silniejszy intelekt nakaże opuścić głowę i odpłynąć -
- Tak musi być. Czajkowski kontra głowonóg. Silniejszy intelekt zwycięży - Premier odetchnął.
- Potrzebuję go w Warszawie jak najprędzej. Trzeba ostro wziąć się do roboty -
- Niestety panie premierze. Na razie prezydent Czajkowski porusza się do tyłu, wykonuje skoordynowane ruchy pływackie wszystkimi kończynami i puszcza atrament z nosa -
Oceń wiersz
Komentarze
Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.
:)))
- Autor: filomena
Dodany: 30.08.2025, 14:19
Nie wiem o co chodzi
- Autor: zdraszkowska
Dodany: 01.07.2025, 18:15
A napisz jak było.
- Autor: lucja.haluch
Dodany: 22.06.2025, 16:31






