Opiekunka
Opiekunka za wszelką cenę
Najpierw przychodzi niby z pomocą,
z uśmiechem, pytaniem, troską i mocą.
Lecz zanim zapytasz: „Po co tu przyszłaś?”,
już cudzą granicę dawno przekroczyła.
Najpierw „bezpieczeństwo”, potem „opieka”,
potem już trudno odsunąć człowieka.
A kiedy pod pozorem wielkiej troski
zaczyna się wtrącać w cudze losy,
to nagle opiekun zna cudze choroby,
imiona, zawody i wszystkie sposoby,
jak człowieka opisać, zaszufladkować
i pod własny obraz go dopasować.
A potem — jak mówi satyryczna bajka —
opieka zamienia się w dziwną układankę:
trochę czułości, trochę „pomagania”,
a między tym własnego interesu szukania.
I nawet gdy bliskość staje się zbyt nachalna,
a relacja przestaje być całkiem normalna,
to wszystko przykrywa się słowem „opieka”,
choć człowiek od takiej pomocy ucieka.
A za tę opiekę jeszcze pieniądz się należy —
więc pytanie zostaje i w głowie wciąż leży:
czy chodzi naprawdę o dobro człowieka,
czy o to, by z jego bezradności korzystać?
Bo opiekun powinien być wsparciem, nie władzą,
nie kimś, kto cudzym życiem po cichu zarządza.
Senior ma prawo powiedzieć: „Sam zdecyduję,
komu otworzę drzwi i komu zaufuję”.
Niech więc opieka pozostanie pomocą,
a nie interesem rozkręcanym nocą.
Bo gdy troska zaczyna pachnieć interesem,
najlepszym lekarstwem jest granica i „nie chcę”.
Oceń wiersz
Komentarze
Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.






