Pora umierać...

Prosta ciemna sukienka  — z dawnych, zapomnianych lat,
W kącie powojennego domu — kołysze się cichy świat.
Jakby przez mgłę czasową — w pamięci od nowa gra.
Bliskie twarze migoczą, a miłość snuje się, trwa.

I krążą cienie w tańcu, jak w starym, minionym walcu,
Gdzie matka z ojcem się śmieją, a życie końca nie zna.
A obok — ramię znajome, starych dźwięków brzmienie w uszach,
Lecz wszystko stało się pyłem i rozpłynęło się w snach.

Dom, jak zmęczone ognisko, w ścianach wciąż ciepło czuć,
I szept skrzypieniem podłogi o latach, co w drzwiach pozostawił klucz.
Tylko tam, za cichym ogrodem, sąsiad układa już plan —
Kupić ten dom i wspomnienia, nie czując jej dawnych ran.

Syn stał się obcy, daleki; rachuje chłodno swój los,
Dla wnuczki ważniejszy pierścień niż uśmiech babci i głos.
A serce jej wciąż poszukuje, komu by ciepło dać,
Które w ostatnich latach, tak trudno już jest trzymać .

Nocami w starej chacie, przy płaczu samotnego deszczu
Szeptała modlitwy przy oknie — bez zbędnych treści i słów.
Myślała: „Chyba już pora… po prostu pora umierać ”,
Lecz ranek znów ją przywracał do spraw i codziennego tchu.

Coś jeszcze zostało — ciężarem w jej piersi tkwi,
Jak słowo niewypowiedziane, co drogi znaleźć nie śmie.
Lecz gdy serce się uciszyło i świat się obcy stał,
Oddała swój dom sierotom  — i pokój w duszy nastał.

Nocą, gdy wszystko ucichło, pod szelest zmęczonych dachów,
Nad ranem Pan jej duszę, zabrał do ciszy bez strachu.

Autor: Eliza Sokołowska Kategoria: Filozoficzne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Pora umierać

Pan i jego decyzje