BALLADA O JUTRZE BEZ PRZYSZŁOŚCI
Znikam w odchłani,
w piekle własnych snów,
nie szukam drogi -
same znajdują mnie tu.
Wgryzają się w powieki,
nie dają spać,
pochłaniają szeptem,
gdy próbuję wstać.
Refren:
Błądzę w półśnie,
po zgliszczach duszy,
gdzie wiatr popiołem
ostatnie imiona kruszy.
Świat po atomie,
beton i kurz,
pytam o jutro -
a jutro to już nóż.
Pytałem o sens,
gdzie sensu nie ma,
zdradzone ideały
przykryła ziemia.
Jutro bez litości
patrzy mi w twarz,
puste orbity miast,
spalony czas.
Tunel bez światła,
w nim ogłuszający huk -
to nie pociąg, to cisza
wali w serce jak bruk.
I budzi się świt,
brudny i chory,
świt bez przyszłości,
dzień bez pokory.
Więc znikam w odchłani,
w piekle własnych snów,
niech mnie pochłoną,
skoro nie ma już dróg.
Oceń wiersz
Komentarze
Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.






