"Szkolna miłość"

ostatni łyk wódki tamtego dnia
uświadomił mi jak bardzo daleko
leżymy od siebie
jak nienawiść głaszcze nasze łzy
tafla słonej wody wciąż drżąca
od wspomnień zawistnych oczu

nie darują mi nigdy
tych krzywd

nie wiedziałem co czynię
budząc w sobie gniew
słowną agresję i desperację
z którą przez całą podstawówkę
chadzałem sobie do parku
a to na sanki
a to na czereśnie...
tylko ona zawsze mi bliska
jedyna myśl wiercąca w głowie otwór
by mogła wlewać kolejne durne myśli
że lepiej nie będzie
że umrę w samotności po ciągłym szukaniu zbawienia
mojego osobistego boga który powie
nie
jutro będzie piękne

każdy krok zbliża mnie do celu
którym jest zdrada kochanki mojej
największej szkolnej miłości
bluźniercza twarz i jej uśmiech
tak wstrętnie piękny
wręcz powalający

kocham moją szkolną miłość do dziś
nie potrafię się od niej uwolnić
mimo ze przez nią całe moje życie
spływa brudnym potem zrodzonym
w wyniku ucieczek
wysiłków jakie wkładałem przez tyle lat
przez tyle lat błagałem
byś mnie nie goniła
dziś zrozumiałem
że błaganie brzmiało raczej...
nie odchodź błagam cię
nie odchodź

i została do dziś
moja bezradność
ciągle jest ze mną.

Autor: Exe Kategoria: Filozoficzne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


uff ja sie uwolniłem jakoś ... ogólnie ta tzw miłość to dla mnie choroba ;)