Egzystencja

W sennej trwodze życia,
ciągłe łaknienia miłości.
Nieudanych prób trwania,
oderwane łzawe radości.

Wierze w coś martwego,
co żywe, tego nie pragnę.
Sama zdobędę swe życie,
pośród śmierci je odnajdę.

Kto mnie z tego snu obudzi?
Kto mógłby krew zamazać?
Kto zechce oderwać te łzy?
I kto może życie pokazać?

Skoro żywymi rządzi Bóg,
kto mnie weźmie za dłoń?
Odnajdując dla mnie świat,
zaprowadzi prosto doń?

Nawet dawne, senne mary,
załamują swe martwe ręce.
Moje własne, blade dłonie,
Dziś trzymają słabe serce.

Wyciągnięte, jak do chrztu,
wierzące w dobroć ludzką.
Każdy martwy dla malutkiej,
pozostanę własną służką.

(wiersz dość stary, możliwe że swego czasu został opublikowany przeze mnie w paru innych miejscach, wrzucony w celu zbioru całej mojej twórczości na tej stronie)

Autor: PannaPsycho Kategoria: Filozoficzne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Feniks chodzi o dwa odmienne światy: życie - koloryt, szczęście, śmierć - szarość, pesymizm. Nie miałam na myśli aborcji.

trochę za dużo zadęcia niepotrzebnego..//++:))

  • Autor: Ważka Zgłoś Dodany: 27.09.2013, 09:32

Nie pragnąć tego co żywe...jakoś to strasznie brzmi.Jak jakaś aborcja...Pozdrawiam

  • Autor: feniks62 Zgłoś Dodany: 27.09.2013, 09:22

Cóż, wiersz pisany około cztery lata temu i po drodze nic lepszego nie czekało, śmiem twierdzić że lepiej się pogodzić z realiami niż doznawać rozczarowań :)

Warto wierzyć że jeszcze wiele dobrego nas w życiu czeka .):)