Droga do Valhalli

Każdej jednej nocy
Drogą idą prorocy
I mimo, że bezocy,
To jak sokoloocy
Wypatrują mnie w cieniach,
Rzucają gniewne spojrzenia,
Chcą ogołocić cierpienia,
Pozbawić mnie imienia;
Chwytają za gardło
Ślepym wzrokiem wiary,
Napierają jak kowadło,
Szczekają jak ogary
O zmianie sposobu bycia,
Porzuceniu sensu życia;
Nakłaniają do poddania,
Gotowości na rządania.

Zakuj mnie w kajdany i odbierz radość życia,
Będę niewolnikiem, przedmiotem do nabycia,
Tułaczką chęci,
Niespełnionym snem o śmierci;
Zgotowali mi tu ludzie, pomogli im święci.

Przede mną Valhalla,
Za sobą pogoń mam,
Wrota są zamknięte,
Bóle ucieczki tak namiętne.
Odkrywam w sobie strach...
Zamieram patrząc w nieba krach,
Jak piękny jest mój świat
Skąpany w ogniu, nie liczę strat,
Odchodzą zmysły i widzę sny -
Na szczycie życia stoimy My,
Patrzymy na basen łez
Wylanych przez mój zgubny sukces.

Zanika światło prowadzące skołatane myśli,
Urywa się krzyk wojen i ptaków śpiew,
Odwracasz głowę, a w zasięgu wzroku Twego wszystko lśni,
Zataczam kręgi w sobie, doganiam zwalaniającą krew.

Walkirio, dlaczego mnie zostawiasz?
Czy jestem tchórzem, oddając Ci się teraz?
Pragnąłem Cię pokochać za drogę Twą,
Lecz zrzucasz mnie na ziemię przeze mnie samego spaloną.

Uniósł się czarny pył,
Wizje z przeszłości odkrył,
Byłem i jestem ślepcem,
Kolejną ucieczkę pomyliłem z sukcesem.

Autor: sque Kategoria: Filozoficzne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.