Umrzemy razem

Gdy spojrzałaś na ciętą bliznę na mej krtani,
stwierdziłaś, że to zachowanie było chore.
Wiem, zapewne nie jesteśmy już tacy sami...
Ale połączymy nasze dusze horrorem
nieujawnionych pragnień, krwią cicho przelaną
gdzieś między warstwą ubrania i cienką skórą.
W symbiozie tej, substancje odżywcze zabrano
i ten głos pod kaplicą. Jeszcze nie wiem którą.

Siedzimy teraz w jakmiś ciemnym pomieszczeniu,
pośród zapachu pleśni, pajęczyn i strachu.
Przepraszam - ty się nie boisz. Zawsze w skupieniu
obserwowałaś klepsydrę. Przemijalność piachu
wśród fal wietrznych, słonych jak łza ludzkiej żałości.
Tak, widzę ciebie, kiedy wdychasz pełną piersią
sól. Wcierasz ją w powieki, razisz swoje kości.
Śmiejesz się, kochasz, bawisz w berka ze śmiercią.

I stoję nad twym grobem z rozerwanym gardłem,
modląc się - choć nie umiem - żeby cię gdzieś spotkać
w naszej odwiecznej podróży. Nie po to zmarłem
duchem, by na marne poszła chwała słodka,
pachnąca łzami, krwią zagotowaną.
Osłabłem. Spotkamy się czy w piekle, czy w niebie.
Chełpię się w agonii zadaną sobie raną.
Ostatni krzyk: kocham cię! i spadam. Do ciebie

Autor: Konspirator Kategoria: Miłosne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Wzruszający i mroczny:)*

Bardzo ładnie smutne ale prawdziwe/5 :-)

  • Autor: nicole.s Zgłoś Dodany: 05.02.2014, 19:12

Miłosny horror... ;))