Zabawy z umysłem

Zabawy z umysłem
lub inne igry ucieszne prowadzące
do szaleństwa

Akt I

Scena XV : Poeta , Upiór Szeli.

Noc. Pokój w mieszkaniu. Poeta po przebudzeniu się z twardego snu czuję , że jest obserwowany. Wtem w progu pojawia się upiór chłopa Szeli. I z ukłonem wchodzi do pokoju.

SZELA

W progi Wasze wejść chcę panie.

(Poeta z przerażeniem siada na łóżku.)

POETA

Odejdź Szatanie! Wśród zdrajców przebywać nie jest mi dane!

SZELA

Zostać muszę. Wieść przekazać. Dobrym słowem dziś pocieszę.

POETA

Ku mej zgubie czy ucieszę.

SZELA
( Upiór unosi palec w górę)

To już tam jest ustalone.

( Poeta dalej niezbyt uprzejmie odnosi się do upiora)

POETA

Nie mam was czym ugościć , duszo przeklęta.
Zresztą któż widział by herbowy chłopa gościł.

SZELA

Post się zaczął. Za grzechy swe będę pościł.
Lecz może mógłbym choć spocząć.

POETA
( Wskazuje upiorowi krzesło)

Skoro już musicie siędnąć.

( Szela siada z ulgą)

SZELA

Krwią przelaną niewinnie i zdradziecko wam pobrudzę.

POETA

Przeto widzę

( Poeta patrzy z niesmakiem na kałużę krwi pod nogami upiora)

Z czym przybywacie do mnie.
Jeśli szukacie spokoju duszy , ja wam nie pomogę.
Ledwie smutek w swojej duszy przemóc mogę.

SZELA

Wędrowałem przeszło miesiąc.
Dniami i nocami.
Ścieżynami i lasami.
Brocząc krwawymi śladami.
Wysłuchaj panie poeto , cóż ci chłop będzie radził.

POETA

Jeśli myślisz żem ojczyznę jak i ty zdradził...

( Poeta zrywa się z łóżka. Zamachuję się ręką na Szelę.
Ten ze śmiechem uskakuję przed ciosem)

SZELA

Wy szlachcice tylko byście chłopów bili.
Lud prosty , pokorny , spokojny.
Dlatego my się na was sposobili.

POETA
( wybucha śmiechem)

A co chcielibyście ramię w ramię z herbowymi maszerować?
Aby chłop i szlachcic pod jednym sztandarem walczyli.
Niedoczekanie!

SZELA

Zapomnijmy dawne swary i wojny.
Zaschły już łzy.
Trupy w proch się zamieniły.
Proponuję pojednanie.

( Szela wyciąga rękę na zgodę)

POETA
( patrzy z pogardą w oczy upiora)

Jakże ja was nienawidzę!

SZELA

Kogo?

POETA

Wszystkich! Odartych z godności , honoru , miłości.
Wszystko swołocz! Wszyscy skurwysyny!

SZELA

I pan szlachcic też bez winy?

POETA

Jak to?

SZELA

No ja w tej sprawie. Pan do głosu dojść mi nie dał.

POETA

Patrzcie państwo! Chłop poetę będzie pouczał.

SZELA

Ktoś Ci musi wskazać drogę.
Ktoś Ci musi wytłumaczyć.

POETA

Ty mi więc wytłumacz.
Po cóż duch twój mnie prześladuję.

SZELA

Zmiany w powietrzu czuję.

POETA

Zmiany w czym?
Ja spokojny żywot wiodę.

SZELA

Dziwną romantyk przyjął modę.
Aby się z miłości życia odkochać.

POETA
( wzrusza ramionami)

Nie chciała mnie , więc nie będę płakać.

SZELA
( gniewnie)

Przyrzeczenie złożyłeś.
Przed bożym obliczem , że ona już na wieki.

Poeta
( ze zdziwieniem)

O co chodzi?
Poczyniłem pewne kroki.

SZELA

Zbyt wiele użalania się.
Zbyt wiele zwłoki.
Lecz możesz to jeszcze naprawić.

POETA

Po cóż ja cię wysłuchuję.
Powinienem cię spławić.

SZELA
( z satysfakcją w głosie)

Prawda boli?

POETA

Co możesz wiedzieć o mnie , o Oli.

SZELA

Wiem tyle , że zdradziłeś.
Podobnie do mnie.

POETA

Wybacz ale nie.
Powiedz.
Ile można błagać Boga...

SZELA
( cicho)

Jego kara będzie sroga.

POETA

... Ile można płakać , prosić?

SZELA
( jeszcze ciszej)

Grzech najcięższy zdrady , będziesz na barkach nosić.

POETA
( załamany słowami upiora)

Ja mam ciężko tu na ziemi.
Nie ma już życia gorszego.

SZELA
( na tyle głośno by poeta usłyszał)

Od potępienia wiecznego.

POETA

Więc nie ma dla mnie ratunku?

SZELA

Wnet wróć do przyrzeczenia.

POETA

Zbyt długo szedłem w tym kierunku.
Kocham inną.

SZELA

Ona też jest tutaj winną.

POETA
( znów wymierza cios)

Jak śmiesz!

SZELA
( z nienawiścią w głosie)

Cząstką życia ostatnią.
Losem tragicznym , póki możesz to się ciesz.

POETA

Linia życia mego niedługa.
Jestem swego serca sługa.
Opuść mnie!

( nagle w progu pojawiają się wysokie płomienie z których daję się słyszeć
wrzaski potępionych.)

SZELA
( wstaje i idzie w kierunku płomieni)

Nie dziel miłości pomiędzy dwie.

POETA
( wskazując na płomienie)

Odejdź upiorze! Wynocha!

SZELA
( będąc w płomieniach)

Serce tylko jedną wybierze.
Jedną pokocha.

( Upiór Szeli znika razem z płomieniami. W tej samej chwili za oknem
słychać tętent koni , pokrzykiwania i szczęk broni)

Scena XVI: Poeta , Duch króla Chrobrego

( głos zza okna woła)

Ugościsz mnie dobry człowieku.
Ważne wieści przynoszę.

POETA

Proszę , proszę.

( W progu pokoju staję duch króla Chrobrego. W zbroi , koronie ,
z mieczem w dłoni.)

CHROBRY

Witajcie. Niechaj będzie pochwalony.

POETA

Amen. Amen.
Mówcie czy będę szczęśliwy z waszych odwiedzin.
Czy może jednak potępiony.

CHROBRY

Później.
Wszystko w swoim czasie.
Przywiozłem jadła , napoju.
Skosztuj chociaż.
Dobre wino.

( Król wskazuję na pojawiające się znikąd na ławie talerze i czary.
Poeta podnosi do ust czarę i wychyla ją do sucha.)

POETA

Dobry węgrzyn.
Prawdę głosisz.

CHROBRY

Ja przybywam gdy ty prosisz.

POETA

Nie prosiłem o zlot duchów.

CHROBRY

Pomnij , że odwiedzi cię jeszcze dwóch druhów.

( poeta chowa twarz w dłoniach)

POETA

Słowa te przepełnia groza.

CHROBRY

Pozbądź się więc przeszłości powroza.
Nowe , lepsze życie czeka.

( przepijają)

POETA

Nie mam nic.
Życia także.
Czyż nie widzisz?
Nie ma we mnie nic z człowieka.

CHROBRY

Odrzuć wszystko co cię niegdyś trzymało w niewoli.

POETA
( krzywo się uśmiechając)

O miłość starą ci chodzi.
Odrzucenie takiego brzemienia boli.

CHROBRY
( nalewając wina)

Opowiesz mi o tej drugiej?
Ponoć krasna mołodycia?

POETA
( kręci ze smutkiem głową)

Szkoda mi już na nią życia.

CHROBRY
( chwyta pełną czarę i unosi ją wysoko na całą długość ręki)

Młodości szalona! Tylko zabawa i bale!

POETA

Słusznie. Słusznie.
Całe życie w karnawale.
A ja ustatkować bym się chciał.

CHROBRY
( z szerokim uśmiechem)

Co żeś widział to żeś brał.

( piją)

POETA

Szczerze wyboru swego żałuję.

CHROBRY

Szczerze ci winszuję.
Ona jest ci powierzona.

POETA
( wręcz nieprzytomnie ze smutku)

Taka piękna.
Taka miła.
Wymarzona narzeczona.
Przed Bogiem inna jednak przyrzeczona.

CHROBRY
( chwyta w dłoń Szczerbca , unosi go w górę i wywija efektownego młynka
tuż przed twarzą Poety.)

Słowo nigdy nic nie znaczy.
Działać i to zaraz trzeba.

POETA

Aby zamknąć sobie raz na zawsze drogę do nieba.

CHROBRY
( szepczę do ucha Poety)

Chwytaj w objęcia póki młoda.
Póki brak adoratorów.
Pochwyć raz a będzie twoja

POETA
( jękliwie wręcz płaczliwie)

W myślach moich zawsze moja.

CHROBRY
( odskakuję nagle od Poety z wyrazem niedowierzania na twarzy)

Cóż tam myśli.
Co tam słowa.
Rapt gwałtem uczynić i zemsta na Bogu gotowa.

POETA

Gdyby to o zemstę szło.
Ja herbowy.
Ja nie łamię danego słowa.

CHROBRY
( unosi brwi w zdziwieniu)

Dziewczę młode na zabój cię kocha.
Dniami i nocami z miłości szlocha.
A ty tak!?

POETA

Nie wiem jak.
Pozostaje mi już tylko śnić.

CHROBRY
( znów ze śmiechem)

Lub tu ze mną sobie pić!

( Wznoszą czary do toastu)

Zdrowie nasze w gardła nasze.

POETA
( zaczyna płakać)

Kocham ją szalenie!

CHROBRY

Ja ci losu nie odmienię.

POETA

Znów miłość burzy mi spokój.
Umysł skutecznie pustoszy.

CHROBRY

Szkoda gadać nikt nie słyszy.

POETA
( wstaję ociera łzy i z pełną nadzieją patrzy na króla)

Starym ją obyczajem posiądę...

CHROBRY

Prędzej te oto wino zamienisz w wodę.

POETA
( cały czas poruszony)

...wkupię się w jej zacne łaski.
Całą rodzinę przekupię...

CHROBRY

Ona cię zna aż nazbyt dobrze.
Na piękne oczy cię złapie.

POETA
( patrzy ukradkiem w stronę drzwi)

Nie można mi już czekać.

CHROBRY
( popijając wino)

Ani pić , ani płakać.

POETA
( będąc w progu)

Z Bogiem królu. Znikaj! Znikaj!

CHROBRY

Bywaj poeto!
Bywaj!

Scena XVII: Poeta , zjawa Daniela Naborowskiego.

( Wszystko cichnie. Poeta ma zamiar wybiec z pokoju. Słyszy jednak nikły
szept za plecami. Odwraca się i widzi , że na biurku stoi zapalony
ogarek świecy oraz kałamarz. Jednak to ludzka czaszka oparta o
kałamarz robi na poecie największe wrażenie. Puste oczodoły wpatrują
się w poetę.
Wtem z czaszki wyłania się zjawa człeka w delii i żupanie.
Duch przywdział buty na grubych cholewach z wysokimi noskami.
Na głowie ma czapę z lisa , ozdobioną orlim piórem.)

NABOROWSKI

Godzina za godziną niepojęcie chodzi.
A poeta gdzie się wybiera?
Gdzie odchodzi?

POETA
( padając na kolana przed zjawą)

Mistrzu Danielu wybaczyć mi racz!

NABOROWSKI

Więc teraz mi się tłumacz.

POETA

Toż ja mogę mówić wiele! Na nic jednak nie mam wpływu!

NABOROWSKI

Tak się człowiek wyśpi , jako sobie pościele.

( Poeta klęcząc , zaczyna rzewnie płakać)

A ty cały we łzach znowu.

POETA

To z nerwów. Cóż mi czynić?

NABOROWSKI

Czekać. Czekać.
W cierpliwość się zbroić.
Bo tylko śmierć winna cię ukoić.

POETA
(upada bezwładnie na podłogę , jęcząc i wyjąc)

Marność ma jedyna kobieta!
Tako rzecze Księga Koheleta!

NABOROWSKI
( pochyla się nad poetą i patrzy bez emocji na nieszczęśnika)

Umrzeć chcesz?

POETA
( ciężko oddycha)

Przecież wiesz.
Nic mi więcej nie pozostało.

NABOROWSKI

Oddanie życia za twe grzechy , myśli , twory.
To za mało.
Musisz wyrzec się ich obu.

POETA
( Nie mogąc wstać , chwyta zjawę za karmazynowy żupan)

Kiedy ja chcę już do grobu!

NABOROWSKI
( uśmiecha się widząc bezsilność poety)

Wszystko z czasem przemija.

POETA
( uczepiony żupana)

Kiedy śmierć nas kosą przebija!

NABOROWSKI

Co ty widzisz w tej miłości?
Po cóż umysł torturować?

POETA

Powinieneś też spróbować.

NABOROWSKI

Żyję w mroku.
Żyję w cieniu.

POETA
( nieporadnie wstaję)

Gnijesz na śmierci posłaniu.
Nie wiesz co dzieje się wkoło.

NABOROWSKI

Na tym świecie za wesoło.
Nigdy tu nie było dobrze.

POETA

Siedzisz jak lis przerażony w norze.
A ja tu żyję , tworzę!

NABOROWSKI
( Wybucha śmiechem. W jego rękach pojawia się stos pergaminów.
Zjawa przegląda je z zaciekawieniem.)

Lubię bardzo twoje wiersze.
Lecz dziewczę nie będzie patrzeć na rymy.

POETA
(Wściekły , wyrywa pergaminy z rąk zjawy.
Układa je delikatnie na biurku.)

Przeczyta , pokocha.
Jeszcze my się poślubimy.
Jeszcze wszystkim pokażemy.

NABOROWSKI

Marzenia. Marzenia.
Twoje życie to tułaczka.

POETA
( wskazując na świecę)

Ginę w oczach jak ta świeczka.
Romantykom zawierzyłem.

NABOROWSKI
( z satysfakcją)

Trzeba było słuchać mnie.
Ja innych wartości uczyłem.

( Naborowski spluwa pogardliwie na podłogę)

Romantycy już z dawna osądzeni.
Przemykają cichcem po piekielnej przestrzeni.

POETA
( krzyczy z radości)

A tacy oni wielcy byli!
Takie bohatery!

NABOROWSKI
( spluwa znowu)

Niechaj idą do cholery!

( Poeta i zjawa rzucają się sobie w ramiona)

NABOROWSKI

Nie czas na ciebie.
Nie pora.
Wybacz , że chciałem oddać cię w ręce potwora.

POETA

Dzięki tobie mam już czyste myśli wszelkie.
Dzięki wielkie. Dzięki wielkie.

NABOROWSKI
( z nagłą trwogą w głosie)

Jeszcze to nie koniec dzisiaj.
Coś się złego wielce zdarzy.

POETA
( lekceważy słowa zjawy)

Nie prorokuj.
Nic się złego nie wydarzy.

NABOROWSKI
( patrzy przez okno ze smutkiem)

Dzień jasny wstaję

POETA

Błogosławieństwo na drogę ci daję.

NABOROWSKI

Żegnaj odchodzę

POETA

Żegnaj wychodzę

Scena XVIII: Poeta , Archanioł Michał , Upiór Szeli , Duch Chrobrego,
Zjawa Naborowskiego.

( Zjawa znika a wraz z nią świeca , kałamarz , czaszka i pergaminy.
Na niebie pierwsze oznaki świtu. Poeta znów chcę wyjść z pokoju
Lecz ukradkiem widzi , że w pokoju ukochanej zapala się światło.
Poeta odsłania firankę.)

POETA
( wpatrzony w okno ukochanej)

Zaręczyny. Zaślubiny.
Czegóż żądam od dziewczyny.
O czym myślę.
O czym śnię.
Ona przecież wszystko wie.

( Poeta łamiącym się głosem pełnym smutku i ekstazy zarazem)

Kocham Cię Marysiu droga.
Chociaż jesteś bardzo młoda.
Niechaj mnie za to biją , poniewierają.
Niechaj mi ostatni powód do życia odbiorą
Twoje obliczę ma osłoda
Niechaj po wielokroć mordują
Chcąc przywrócić miłość starą.

( W tej chwili światło gaśnie. Poeta wpada w obłęd , wrzeszczy wręcz
w ciemne okno.)

Oto właśnie miłość cała!
Co byś jeszcze skarbie chciała!
Abym się dziś tutaj kajał!
Ja bym twej bliskości chciał!

( Ostatkiem sił unosi ręce do nieba w błagalnym geście)

Boże! Boże! Daj mi znak!
Brak mi siły! Siły brak!

( Bez życia prawie osuwa się na kolana po czym upada. Jego pokój
wypełnia nagła jasność. Poeta czuję dotyk na swym ramieniu.
Otwiera z trudem oczy by spojrzeć wprost w oblicze Archanioła
Michała.)

ARCHANIOŁ

Czy wzywałeś?
Widzę lęki rozmaite.

POETA
( nie wie co dzieję się wokół)

Ślepnę!
Wszystko w ciemności spowite.

ARCHANIOŁ
( bierze poetę na ręce)

Żyj człowieku!

POETA
( uśmiecha się pomimo męki jaką przeżywa)

Nie udzielisz mi ratunku.

ARCHANIOŁ
( potrząsa całkowicie niewładnym ciałem poety)

Żyj człowieku! Inna jest dziś boża wola!

POETA
( umierając)

Zdechnę dzisiaj. Taka już poety dola.

ARCHANIOŁ
( składa ciało poety na łóżko)

Zgaśnij zatem jeśli chcesz.

POETA
( na ostatnim wydechu)

Przecież wiesz. Przecież wiesz.

Archanioł płaczę nad ciałem poety.
Do pokoju wchodzą: upiór Szeli , duch Chrobrego oraz zjawa
Naborowskiego. Pochylają głowy w modlitwie za spokój duszy
zmarłego , po czym Szela zdejmuję z palca pierścień herbowy
zrabowany w trakcie rabacji i wkłada go na palec poety.
Chrobry dobywa Szczerbca i układa go na torsie poety pod
złożonymi na krzyż rękoma.
Naborowski zostawia u wezgłowia łóżka wiersze poety.
Po czym wszyscy znikają.

Autor: Simon Tracy Kategoria: Filozoficzne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Ale Ciebie wzięło :) Szacun :)

  • Autor: ivonna Zgłoś Dodany: 19.03.2014, 20:56

Dziękuję :)

Teraz już ma to wszystko wymiar jedynie pisarski :)

Kurcze, sztuka całą gębą! 'D

Ostatnie trzy sceny mojego dramatu napisanego ponad rok temu. Największe dzieło mojego życia pisane wierszem. Całego nie dodam z racji objętości ale jest to historia pisana trochę na faktach a trochę ukazująca mój ból poprzez metafizykę.